• Wpisów:2
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 18:04
  • Licznik odwiedzin:2 044 / 1763 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
- Ups, przepraszam – wysyczałam, gdy z portfela wyleciały mi wszystkie karty z bankomatu.
- Spokojnie – uśmiechnęła się przyjaźnie młoda kasjerka.
- O mam!- krzyknęłam uradowana, podając kasjerce prawidłową kartę.

Po zakończeniu cyrku przy kasie udałam się w stronę gdzie zaparkowałam, gdy nagle usłyszałam jak ktoś woła moje imię, odwróciłam się i próbowałam odgadnąć skąd dochodził ten dźwięk. I w tym momencie ktoś złapałam mnie za ramię, aż podskoczyłam wystraszona i upuściłam torby z zakupami.
- O przepraszam nie chciałem cię wystraszyć – powiedział przystojniak, którego poznałam przy mrożonkach.
- Nic się nie stało, trochę ze mnie niezdara, a właściwie coś się stało? – zapytałam zbierając moje zakupy.
- ymmm, nie dałaś mi swojego numeru telefonu .
- a powinnam ci dać? – uśmiechnęłam się do mężczyzny i czekałam jak zareaguje.
- Myślę, że powinnaś bez dwóch zdań, wiesz w końcu nie chciałabyś stracić dobrze zaczętej znajomości przy mrożonkach – powiedział z powagą w głosie, na co oboje wybuchliśmy niekontrolowanym śmiechem.
- Okej, skoro tak nalegasz to dam ci, daj telefon zapisze ci – mężczyzna o hawajskiej urodzie podał mi swój telefon, a ja wpisałam mu swój numer.
- Dzięki – odpowiedział z uśmiechem – a pod jaką nazwą się zapisałaś?
- Sexy mrożonka – spojrzał na mnie, to ja na niego i znowu oboje wybuchliśmy śmiechem.
Po uspokojeniu pożegnałam się z nieznajomym, zapakowałam zakupy do samochodu i pojechałam w stronę domu.

Siłując się z zamkiem w drzwiach od mojego mieszkania, nagle zadzwonił mój telefon, niewiele myśląc zaczęłam szukać telefonu po kieszeniach gdy nagle mnie olśniło, że telefon zostawiłam w domu. Zrezygnowana i zmęczona walką z drzwiami, w końcu dostałam się do środka. Wypakowałam zakupy i złapałam za telefon.
„4 nieodebrane połączenia od Sary”
- Niech to szlak, jeszcze zaraz mi telefon padnie. Jeeeezu a gdzie jest moja ładowarka?! Niech to szlak! – przeklinałam siebie szukając ładowarki po całym domu.

Gdy wreszcie znalazłam ją w szufladzie z bielizną, czym prędzej podłączyłam telefon i zadzwoniłam do Sary.
Po 2 sygnałach usłyszałam przestraszony głos przyjaciółki.
- Mila, gdzieś ty do cholery była, coś się stało? – dopytywała Sara.
- Spokojnie, nie nie, nic się nie stało…tak, tylko zostawiłam telefon w domu…nie, haha…w życiu…ide zaraz sobie jeść zrobić…jak wilk, dokładnie…a byłaś z nim?....żartujesz…okej, to buziaki – i taka to była zwykła rozmowa dwóch nie spokrewnionych ze sobą prawie sióstr.

Tymczasem na blogu Mili.
„ Macie taką osobę, która czasami wie o Was więcej niż wy sami? Ja mam, nawet dwie Sara i moja mama ale została mi już tylko jedna, niestety moja idolka czyli moja mama nie żyje od 5lat. Jeżeli chodzi o Sarę, to znam ją na tyle długo, że mogę nazwać ją najlepszą przyjaciółką, pfff nawet siostrą tylko, że nie rodzoną. Tak to jest w życiu, trzeba mieć kogoś z kim można porozmawiać o wszystkim co nas trapi i każdemu z nas potrzebna jest taka ‘Sara’ bo inaczej byśmy zbzikowali na tym świecie. Więc motto brzmi „W życiu najlepszym terapeutą jest nasz przyjaciel” –niezdara Mila Sheldon.

W końcu o godzinie dokładnie 19:37 zaczęłam robić swoje ukochane Spaghetti Bolognese, ogólnie jestem uzależniona od spaghetti to moje najukochańsze danie. Carbonara, Bolognese….ubóstwiam, nie wyobrażam sobie życia bez makaronu i sosu. Wszystko to właściwie dzięki mojej mamie to ona robiła najlepsze spaghetti pod słońcem i mnie wszystkiego nauczyła. Jej mama czyli moja babcia pochodziła z Włoch więc pizza i spaghetti były w naszym domu kiedy tylko dusza zapragnęła. To są właśnie moje smaki dzieciństwa, które kocham…jeszcze zupa pomidorowa ale o tym to już innym razem.

- Mmmmm i tego mi właśnie brakowało – zamruczałam nawijając na widelec makaron.

Po skończonym posiłku popracowałam jeszcze pół godzinki, sprawdziłam co w świecie piszczy tzn. w Internecie, trafiłam właśnie na ciekawy artykuł o tym, że kobiety chcą rodzić bez bólu gdy po 10min do drzwi zadzwonił dzwonek.
- Hej Mili – uśmiechnęła się szeroko moja przyjaciółka, w jednej dłoni trzymając butelkę wina a w drugiej pudełko czekoladek.
- O widzę randka nam się szykuje – zaśmiałam się i wpuściłam Sarę do środka.
- A jak, muszę poświęcać trochę czasu mojej dziewczynie – na te słowa obie się zaśmiałyśmy.

Poszłyśmy w stronę kuchni w celu otworzenia wina.
- Sara a ty w ogóle umiesz otwierać wino? – spytałam.
- Nie, ja myślałam że ty umiesz – popatrzyła na mnie przyjaciółka.
- E tam to na pewno nic trudnego, poradzimy sobie – powiedziałam wyciągając z szuflady korkociąg.

…10min później…
- Jak ty kurwa mogłaś zepsuć korkociąg otwierając wino? Haha nie mogę, po prostu nie wytrzymam – zwijała się ze śmiechu Sara gdy ja byłam nieźle wzburzona.
- Ty przestań się nabijać ze mnie! To nie jest śmieszne... Hahaha dobra może jednak trochę jest. – zaczęłam śmiać się do rozpuku razem z przyjaciółką.

Po uspokojeniu myślałyśmy nad planem B.
- Hmm a gdyby tak poprosić sąsiada o pomoc? – zaproponowała Sara.
- Ty chyba żartujesz!
- A masz lepszy pomysł? – poruszyła brwiami Sara wyczekując tylko tego, kiedy ulęgnę i się zgodzę.
- Dobra, wygrałaś – podniosłam ręce w obronnym geście – ehhh to idę, życz mi żebym w wariatkowie nie wylądowała.
- Dasz rade! – powiedziała przyjaciółka prawie wypychając mnie za drzwi z tą butelką wina.


Wzięłam głęboki oddech i zapukałam do drzwi sąsiada, który niedawno się wprowadził.
Stałam tak i stałam, aż w końcu Książe mi otworzył tzn. młody wysportowany blondyn…hmmm kto by pomyślał, że mam tak przystojnego sąsiada – uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Witam moją piękną sąsiadkę, czy mógłbym w czymś pomóc? – odezwał się głębokim głosem.
- Emmm właściwie to głupia sprawa ale mógłby pan otworzyć tą butelkę – powiedziałam lekko zawstydzona patrząc w oczy sąsiada.
- Oczywiście nie ma problemu – uśmiechnął się szeroko – wejdzie pani do środka?
- Nie, nie dziękuje, zaczekam – czułam się już i tak wystarczająco skrępowana, więc po co człowieku pytasz „otwórz mi po prostu tą cholerną butelkę!”
- Szkoda, w takim razie za sekundkę jestem – powiedział i zabrał ode mnie butelkę z winem.

Stałam i zerkałam na swój zegarek na nadgarstku, gdy pojawił się blondyn z otwartą butelką.
- Spóźnił się pan, minęły 2 minuty, a nie 1 sekundka – wypaliłam, czekając jak na to zareaguje.
- Haha słucham? – spojrzał na mnie zdziwiony.
- Żartowałam, dziękuje panu serdecznie za pomoc, jestem naprawdę bardzo wdzięczna. – powiedziałam odbierając od sąsiada butelkę z winem.
- Przyjemność po mojej stronie i zawsze jestem do pani dyspozycji w każdej sprawie, może uda mi się sąsiadkę kiedyś namówić żeby ze mną wypiła winko.
- Może kiedyś – uśmiechnęłam się na pożegnanie.
- Mam nadzieję. Miłej nocy przepiękna sąsiadko – odpowiedział na odchodne.

- Patrz co mam, otwarte winko! – krzyknęłam uradowana po przekroczeniu progu mojego mieszkania.
- Yeaaah, a już myślałam że się nie doczekam. Jednak czasami mam genialne pomysły.
- Ale tylko czasami – wytknęłam do niej język – to co oglądamy?
- „Julie i Julia” jesteś za? – spytała przyjaciółka.
- Jak najbardziej za – przytaknęłam.

Obie ułożyłyśmy się wygodnie na kanapie pod ciepłym kocem, sącząc wino i objadając się czekoladkami.W pełni zrelaksowane wczułyśmy się w film, co chwile go komentując.

Nawet nie wiedząc kiedy sen nas zmorzył i położyłyśmy się do mojego wielkiego łóżka.

Smacznie spałyśmy gdy ok.1 w nocy obudził mnie dźwięk mojego telefonu, na szczęście tylko mnie.
Lekko wkurzona, że ktoś raczył mnie obudzić sięgnęłam po komórkę. Przetarłam dłonią zaspane oczy
i odczytałam na wyświetlaczu „Masz wiadomość”.
  • awatar Słodziak-z-niego: @NeverMind0001: Mmmmm mężczyzna o hawajskiej urodzie od razu o niebo lepiej! ;)
  • awatar NeverMind0001: @Słodziak-z-niego: Masz racje, głupi błąd...ale zmieniłam :D
  • awatar Słodziak-z-niego: Wszystko ładnie, pięknie, ale przecież Bruno nie jest czarnoskóry :D :D I jaka akcja z winem sąsiad to tylko czekał, żeby i z nią je rozpić xDD A teraz to już czekam na kolejne spotkanie z Bru ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Otworzyła szeroko oczy, nie była do końca pewna gdzie się obecnie znajduje. Lekko omiotła pomieszczenie swoimi czekoladowymi tęczówkami, przetarła oczy dłonią i nie mogła uwierzyć w to gdzie się teraz znajduje. Całe pomieszczenie miało czysty biały odcień, naprzeciwko znajdowała się biała sofa i szklany stolik, a tuż obok duże okna i wyjście na taras.
- Cholera jasna co ja tu robie - mruknęła do siebie ciągle nie dowierzając.
Wstała z łóżka, pospieszne ubrała na siebie swoje porozrzucane po całym pokoju ciuchy i już chwytała po swoją torebkę gdy nagle do pokoju ktoś wszedł.
- Kotku a gdzie ty się wybierasz, zrobiłem dla nas śniadanie chodź - powiedział i cmoknął mnie w policzek.
- Przepraszam miałam pilny telefon musze jechać do pracy, wybacz. - skłamałam.
- Trudno mam nadzieję, że jeszcze to kiedyś powtórzymy. Jeszcze w życiu nie spotkałem takiej dzikiej dziewczyny. – uśmiechnął się zawiacko.
- Eeeee, yyyy, naprawdę muszę iść, miło było poznać , yyy przepraszam wypadło mi z głowy twoje imie?
- Javier.
- Tak właśnie, Javier.
- To do następnego razu, mam nadzieję że zapisałaś mój numer. - pożegnał się ze mną i cmoknął jeszcze raz w policzek.

Czym prędzej wybiegłam z budynku i złapałam taksówkę.
- Przepraszam panią jesteśmy na miejscu - odezwał się taksówkarz.
- A tak przepraszam, zamyśliłam się - uśmiechnęłam się lekko, zapłaciłam taksówkarzowi za kurs i wysiadłam.

A tak z innej beczki...jestem Mila i wylewam swe żale na moim blogu.

„Prawda jest taka moi kochani, że Ksawer, Javier czy jak mu tam nie jest kimś ważnym w moim życiu. Dobra jak już tak piszę tu szczerze i się żale, to i do tego mogę się Wam przyznać, w końcu mamy XXI wiek prawda? Powiedzmy sobie szczerze, zabalowałam, te procenty w głowie, brak faceta…to czemu by się nie zabawić? I tak to sobie zawsze tłumaczyłam ale co zrobić jak tyle przystojniaków się kręci po tej planecie. Ja nie oczekuje niczego od nich oni ode mnie i to jest w tym piękne, być wolnym. Znając moje szczęście w życiu to ja mam większe szanse zostać zakonnicą niż pójść za mąż. Co prawda miałam w swoim życiu poważny związek oparty na wierności, uczciwości, a żeby to nawet jeden! Dokładnie było ich trzech…ale jak widać nie wypaliło i chyba pozostanę starą panną z kotami. A nawet jeśli to co w tym złego? Czy wtedy będą mnie ludzie wytykać palcami? Co ja plotę, mam dopiero 25lat, może trafię jeszcze na tego mojego księcia z horroru. Tymczasem wracać do pracy korekta sama się nie zrobi. Więc motto na dziś „Żyj tak jak nakazuje ci serce, nie zawsze bądź rozsądny w swoich wyborach” - Mila Sheldon.”

Cóż prawda jest taka, że nie spieszyłam się do pracy tylko do domu. Musiałam oczyścić swój umysł. Po wejściu do mieszkania zrzuciłam z siebie ciuchy i pognałam pod prysznic. Wychodząc z łazienki zauważyłam stertę brudnych ciuchów, więc czym prędzej wstawiłam pranie, ubrałam się w dres i porządnie wysprzątałam mieszkanie. Pewnie sobie myślicie czemu nie jestem w pracy? Odpowiedź jest taka, że czasami szefowa pozwala mi zabierać pracę do domu, bo to jest właściwie jedyne miejsce na ziemi gdzie mogę się w pełni zrelaksować.
Skończyłam robić korektę pod wieczór. Podniosłam się z kanapy, odstawiłam laptopa i strasznie zaburczało mi brzuchu. Sama sobie nie zdawałam sprawy z tego jaka głodna jestem. Zajrzałam do lodówki a tam co? Światełko. Więc nie było innego wyjścia jak wybrać się do sklepu, naciągnęłam na dres wygodne buty emu (które bardzo rzadko mam na nogach), zarzuciłam jakąś luźną bluzę i wyszłam z mieszkania zabierając po drodze kluczyki od samochodu i portfel.

Droga do marketu minęła mi przy radiowych dźwiękach.

- Czy te warzywa nadają się na patelnie? – zapytałam sama siebie, przyglądając się mrożonce.
- Te są przeznaczone tylko do podgrzania w mikrofalówce, polecam te obok – odpowiedział mi za pleców przyjemny męski głos.
- Skąd pan wie? Taki z pana ekspert od mrożonek? – spytałam uśmiechając się do niewysokiego czarnoskórego, bardzo przystojnego mężczyzny.
- A żeby pani wiedziała – zaśmiał się. – Trzeba sobie jakoś w życiu radzić.
- Coś o tym wiem, a żona panu nie gotuje?
Zaśmiał się na moje słowa – Ja nie mam żony, jedynie mam psa, którego też muszę jakoś wykarmić
- Przepraszam ja nie chciałam…
- Nie szkodzi, naprawdę – uśmiechnął się tak, że gdybym się nie opierała w tym momencie o wózek to chyba bym poleciała na podłogę – Widzę, że pani mąż też o panią nie dba.
- Hahaha proszę pana czy ja wyglądam na żonę? Po pierwsze nie mam czasu ugotować porządnego obiadu, po drugie mężczyźni jakoś nie ustawiają się do mnie kolejkami, a po trzecie ja wyglądam jak siedem nieszczęść, aż się dziwie że pan się nie wystraszył.
Mężczyzna wpatrywał się chwile we mnie, a gdy skończyłam swój monolog w końcu odpowiedział:
- Rozwaliła mnie pani hahaha lustra pani w domu nie ma?
- Słucham?! – powiedziałam oburzona.
- Czy pani nie widzi, nawet w tym dresie jest pani jedną z najpiękniejszych kobiet jakie widziałam w życiu, nawet z tą potarganą fryzurą jest pani tak cholernie seksowna, że połowa mężczyzn po prostu boi się z pani strony odrzucenia. W ogóle to jestem Bruno, ten odważny – powiedział dumnie.
- Mila – udało mi się tylko wydusić, zatkało mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć, nigdy jeszcze nie spotkałam takiego człowieka, on jest taki ‘inny’. Coś czuję, że ta znajomość na mrożonkach się nie skończy.

*Tym 1 odcinkiem chciałabym Was powitać Wcześniej już trochę pisałam też o Bruno Marsie ale pod innym nickiem, teraz gdy moja wena i miłość do Hooligans wróciły, to mam nadzieję że będziecie chciały więcej...bo inaczej zachowam resztę opowiadania dla siebie hahhah Buziaki *
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Świetne. :D Pod jakim nickiem pisałaś bo już nie mam co czytać?? :D :*
  • awatar Słodziak-z-niego: Aaaaaaa Bruno, Bruno, Brunitooo!! :D Witam, witam i cieszę się, że podrzucasz nam tu takie świetne opowiadanie ;) bo już coraz mniej ich tu mamy... Super miejsce na pierwsze spotkanie i te mrożonki :D Och ciekawa jestem jak ta ich znajomość może się rozwinąć :D Twórz, pisz, kontynuuj :P
  • awatar Gość: Ja czytac bede!!! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›